Bajka z morałem

No i wiesz, wychodzę rano do pracy, zamykam drzwi od mieszkania na klucz. Jest piątek rano i myślę sobie „spoko, jutro będę spać do oporu (nope) i nicnierobić do oporu (też nope)”. Mijam dzieciaki z fajami w zębach, za pięć ósma – gimbaza z sąsiedztwa. Mijam starszyznę sunącą, jak co piątek, w stronę targu. Mijają mnie brudne, brzydkie auta. Jedne światła, drugie światła. Wspinam się po schodach – wysoko, bo piątek i zmęczenie materiału.
Podchodzę pod drzwi biura, wymieniam uprzejmości z sąsiadkami i sąsiadami – tu sztuczna szczęka, tam bujny wąs. Półprzytomne „dzyndybry”. No i zaczynam codzienny rytuał szukania kluczy w torbie…
Mija piętnaście minut, szukam nadal i myślę sobie: a mogłam przygarnąć jakiegoś bruneta do pilnowania kluczy. Albo rudego. W różu, zieleni czy czerni. A nawet we fiolecie! 😛

Morał tej bajki, drogi Brzydalu, jest taki: nie bierz ze mnie przykładu. Zaopiekuj się brunetem albo rudym, pękatym lub tym całkiem płaskim. A on odwzajemni Twoją miłość – pilnując kluczy. Na kolorowo. 😉 Ejmen. /k
#brzydkierzeczy #brelokidokluczy #teżrobimynajlepiej #anapewnonajbrzydziej #madeinostroda

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *